Tego nie da się podważyć - Royal Rumble to jedno z najbardziej lubianych i najbardziej wyczekiwanych gal i meczy w historii całego Wrestlingu. Nawet fan, który nie ogląda WWE na bieżąco z przyjemnością sięgnie po sam Royal Rumble Match za świetną otoczkę i emocję, które nam dostarcza z roku na rok. Czy w tym roku gala jak i sam tytułowy mecz spełniły swoje wymagania i co roczną odpowiedzialność? O to moje wrażenia po tegorocznym Royal Rumble.
Nie miałem niestety okazji oglądać wszystkich walk na gali z powodu wyjazdu, który ograniczył mnie czasowo. Zająłem się jednak tym najważniejszym i tym na czym najbardziej mi zależało, czyli - Royal Rumble Matchem i walką o pas WWE. Skupię się pierw właśnie na tym drugim - John Cena vs Seth Rollins vs WWE Champion Brock Lesnar.
Podbudowa tej walki w ostatnim czasie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Średnio upatrywałem kolejną walkę Lesnara z Ceną w momencie kiedy Brock będzie pojawiał się bardzo sporadycznie. WWE bardzo dobrze się jednak zachowało dodając do walki Setha Rollinsa, przez co cały feud Ceny z Authority był fundamentem walki o pas WWE, a sam John miał z kim promować walkę w czasie nieobecności Brock'a. Sam mistrz wyszedł obronną ręką w ostatnich tygodniach bo ja sam osobiście nie spodziewałem się, że przekona mnie do swojego runu z pasem, a udało mu się to zrobić bardzo dobrze. Podczas RAW Reunion Lesnar wziął w swoje ręce całą galą i nią porządnie zatrząsł. Właśnie w ten sposób powinny wyglądać występy tego zawodnika. Jak już mają być rzadko to niech będą naprawdę mocne. Czy tak było podczas samego Royal Rumble? Było ponad to i to może nawet ciut za bardzo ponad to. Lesnar jako taki czysty destroyer jest świetny i mocny jednak booking jaki dostał tego wieczoru sprawił, że WWE samo zapędziło się w kozi róg. Dwóch gości nie dało mu rady rozwalając nim barykadę, uderzając go schodami, rozwalając go na stole komentatorskim, uderzając go w głowę walizką 3 razy i wykonując mu łącznie PIĘĆ (Curb Stomp i cztery AA, w tym trzy pod rząd) fisniherów. A więc kto da radę go zatrzymać? WWE strzeliło sobie w stopę bo na pewno jak bardzo by nie chcieli nie prędko wypromują kogoś (jeśli w ogóle kogoś) kto po prostu będzie wiarygodnym rywalem dla Brock'a i kimś kto podczas ewentualnego zwycięstwa z nim sprawi, że będzie to wyglądać realnie.
Sama w sobie walka jednak jak dla mnie była bardzo dobra i oglądało się ją świetnie. Brock'a jako destoryera oglądało się dobrze, a moment, w którym wstał z rozwalonego stolika i zaczął zamiatać w ringu był dla mnie osobiście bezcenny. John Cena i Seth Rollins dostając swoje samotne minuty w ringu także wyglądali naprawdę dobrze. Widać, że walczy im się ze sobą coraz lepiej bo to chyba była ich najlepsza potyczka. To co mnie trochę raziło to fakt, że strasznie było słychać jak Cena i Rollins komunikują się ze sobą w ringu. Ja wiem, że jakoś trzeba sobie pomagać bo ogarnięcia walki od deski do deski na pamięć w momencie gdy kilkanaście rożnych, innych przewija Ci się w międzyczasie to nie jest łatwe zadanie jednak wolałbym by był to bardziej niedostrzegalny element, a nie tak jak było w przypadku tej walki gdzie kamerzysta w jednym momencie normalnie zaczął nagrywać jak Seth gada do Johna i stara się zasłonić ręką. Jednak to już jest czepianie się mało istotnych szczegółów i czysta ciekawostka.
Seth Rollins na samym udziale w tej walce i w tym feudzie chyba zyskał najwięcej. Podczas feudu kiedy wykonał Curb Stomp na Cenie i Lesnarze jednak wieczoru był dla mnie świetny w odbiorze. Seth stał się podczas tych kilku tygodni o wiele bardziej wyrazistą postacią niż był oraz rozwinął swoje umiejętności za mikrofonem i tak jak na początku miałem problem z słuchaniem go teraz przychodzi mi to o wiele łatwiej. Przyznam, że może to głupie, ale w pewnym momencie gdy zaczął nokautować Lesnara walizką i szykował się do Curb Stompu pod koniec walki wierzyłem, że może wygrać. To był świetny moment jeśli chodzi o emocje dostarczane widzowi. Gdyby John i Brock spotkali się ze sobą w ringu sami nie dostalibyśmy z pewnością aż tak ciekawego starcia, a bardziej powtórkę z Summerslam 2014 gdyż i tym razem w większości Lesnar niestety ograniczał się do German Suplexu. Chociaż przyznam, że gdy już go wykonuję przeciwnicy wyglądają jak nic nie znaczącego szmaciane lalki i to jest dobre. W tej walce osoba trzecia jednak bardzo wiele pomogła, a i widok dwóch akcji wysokiego ryzyka w wykonaniu Seth'a zaspokoiły mój lotniczy głód Wrestlingowego fana. Mr. Money in the Bank po tych kilku tygodniach moim zdaniem jest wiarygodnym kandydatem na mistrza i udało mu się to zrobić najszybciej z trójki, która tworzyła Shield, a szczerze? Bałem się, że z jego postacią WWE będzie miało największy problem. Na szczęście tak nie jest.
Czy walka jest w stanie zgarnąć pięć gwiazdek? Na pewno miałaby na to szansę dzięki mocnemu story jakie ma za sobą i samemu pomysłowi na booking jaki został w związku z tym wykonany. Nawet jakby to za mocne stwierdzenie już teraz na początku roku ta walka postawiła naprawdę wysoko poprzeczkę i będzie ciężko ją przebić. Chociaż kto wie? Triple H vs Sting? Nie będę zmieniał jednak tematu. WWE Championship - walka wieczoru. Ja osobiście polecam i jestem zadowolony gdyż ta walka uratowała galę. Jednak przed czym? Nie będę już odbiegał i przejdę do rzeczy.
Wisienka na torcie jaką jest Royal Rumble Match to znak rozpoznawczy tej gali dzięki, której nie trzeba jej promować. WWE chyba za bardzo wzięło to do siebie bo mając ją i Triple Threat Match olali resztę karty, ale to już zostawię bez komentarza. Skoro jednak postanowili na tych dwóch walkach oprzeć całą galę to powinny one być naprawdę mocne. I tak jak WWE Championship Match dał sobie radę z tą odpowiedzialnością spoczywającą na barkach tak już Royal Rumble Match, które powinien być najjaśniejszym punktem gali strasznie mnie zawiódł. Czego ja osobiście się nie spodziewałem. Wynik, do którego jeszcze przejdę niestety był strasznie przewidywalny i wszelkie wątpliwości jakie miałem zaczynając walkę szybko znikły w pewnym momencie walki i to był ogromny minus tej walki bo strasznie szybko zostało zabite jej momentum, a na samym końcu walki całkowicie zniszczone.
Ja byłem podekscytowany bo zanosiło się na to, że walkę skradną Roman Reigns, Dean Ambrose, Bray Wyat i Daniel Bryan jako najważniejsza czwórka tej walki oraz, że kilku zawodników jak Rusev i Ziggler zdołają zaliczyć dobry występ. I na początku rzeczywiście wyglądało to bardzo dobrze ze względu na samego Bray'a Wyatt'a, który na pewno zaliczył naprawdę dobry występ. W momencie jednak gdy Bryan wszedł i został wyeliminowany w pierwszej fazie walki tak jakby nigdy nic wszystko zaczęło zmierzać w złym kierunku. Mogę nawet powiedzieć, że sama widownia zamarła i jej zainteresowanie walką było znikome. Sam Bryan dużo pracował z Bray'em i również został przez niego wyeliminowany więc czy WWE szykuje alternatywę dla Bray'a w momencie gdy Undertaker nie dał by radę? W takim wykonaniu, strasznie słaby pomysł. Bryan moim zdaniem miał największy hype na zwycięstwo Royal Rumble i mimo tego, że nie miałby szans z Lesnarem to by fani na pewno byli najbardziej zadowoleni z jego zwycięstwa. Samo jego dotarcie do finałowej dwójki na pewno by pozostawiło nutę niepewności co do zwycięzcy bo jego eliminacja w tej materii nie pozostawiła już żadnych wątpliwości.
Jestem również zawiedziony bo ani Ambrose, ani Reigns nie zaliczyli ciekawego występu i większość kończyła się po kilku akcjach. I to nie tyczy się tylko tych większych nazwisk bo i wiele numerów było obsadzonych tak by zawodnicy tylko służyli do momentalnej eliminacji co jest moim zdaniem kompletnym zmarnowaniem spotów. Titus O'Neil tak wysoko w imię czego? By pobić rekord Santino jako najkrócej biorący udział uczestnik w Royal Rumble Matchu? Podejrzewam, że o to chodziło bo po tych sekundach gdy Titus został wyeliminowany przez Dean'a i Romana komentatorzy strasznie wspominali o tym czy mu się przypadkiem nie udało tego zrobić.. ale i to zostało zbotchowane. Czy to jest osiągnięcie, któremu warto poświęcić czas i spot w Royal Rumble? Nie sądzę i głupota takich decyzji moim zdaniem jest tragiczna, a to tylko jeden z kilku przykładów, które byłbym w stanie podać. Jedynie chyba wyszedł dobrze w takiej sytuacji Mizdow chociaż i to nie było to na co ten zawodnik zasługuje tak naprawdę.
Najlepszy moment dla mnie jaki miał miejsce na tym Royal Rumble to zobaczenie Dudley'a. To było świetne i kompletnie tego się nie spodziewałem i szkoda, że był to taki krótki występ jednak ten występ pokazał tę szokującą magię Royal Rumble. Szczerze pisząc liczę, że to nie jest jednodniowy występ, lecz powrót przynajmniej na jakiś czas jak w przypadku Roba Van Dama to bywa. Spotkanie Boogeyman z Wyatt'em o treści "który jest dziwniejszy" też było całkiem ciekawe, a DDP zaprezentował się dosyć dobrze i fajnie było zobaczyć go w dobrej formie.
Na tym jednak kończą się pozytywy w moich oczach i wracam do tego głupiego bookingu. Standardowo dostaliśmy Kofiego Kingstona z jednym z swoich spotów. W tym roku w sumie nie dostaliśmy nic szczególnego i nie było to już niestety takim urozmaiceniem jak było w poprzednich latach. Przebieg walki był dosyć standardowy i w sumie brakowało jakiś ciekawszych spotów czy akcji. Teoretycznie zawodnicy po kilku akcjach po wejściu skupiali się przez pół walki gdzieś w kącie gdzie kamera ledwo ich dostrzega próbą nudnego wyrzucenia przeciwnika nad trzecią liną. Największa pomyłka walki w jej bookingu poza samym wyeliminowaniem Daniela to Big Show i Kane. Ta dwójka mnie osobiście zaczyna coraz bardziej denerwować bo z całym szacunkiem do Kane bo Show'a nigdy nie lubiłem. Z roku na rok jak nie z miesiąc na miesiąc są coraz gorsi, a tutaj skradli spotlight zawodnikom, którzy mieli tworzyć to Royal Rumble. Szybka eliminacja Zigglera... zabicie momentum Bray'a, który zrobił najwięcej w tym Royal Rumble.. wyrzucenie Ambrose'a.. to wszystko w wykonaniu Kane'a i Big Show'a? Czy to nie jest jakiś żart? Moment, w którym został sam Reigns z nimi w ringu był mocno pewny, że to właśnie on zostanie zwycięzcą tego wieczoru. Czemu jednak zostało to w ten sposób zrobione? Czy WWE serio sądzi, że pomiatanie Reigns'em przez Big Show'a i Kane'a stworzy z niego wiarygodnego przeciwnika dla Brock'a Lesnar'a? Tego Lesnar'a, który rzucał nimi dwoma jak szmacianymi lalkami podczas ostatniego RAW. Moim zdaniem Roman powinien zdominować ich obu i wyeliminować bez problemu, a nie wyeliminować ich po tym jak oni sami zaczną kłócić się między sobą. To ukazuje według WWE, że Roman nie jest wystarczająco dobry do tego by samemu uporać się z dwiema gwiazdami, które chyba niekoniecznie wiedzą kiedy należy zejść ze sceny. To w jaki sposób ta walka zabiła Reigns'a raczej nie trzeba przedstawiać i to było dosyć przykre w moim odczuciu. Osobiście nie mam nic do Romana i da się z niego zrobić gwiazdę. Takiego jednak heatu jaki dostał dzisiejszego wieczoru naprawdę dawno nie słyszałem.
To co jest najlepsze to WWE wiedziało o tym, że Roman zbierze taką reakcję dlatego wysłało mu The Rock'a do ringu na pomoc z Big Show'em i Kane'm. Nawet jednak obecność The Rock'a gratulującego mu na zakończenie gali nie pomogła i negatywna reakcja się tylko i wyłącznie nasilała. Idealnie jako przykład posłuży Rusev, który leżał poza ringiem jak się okazało w momencie kiedy Big Show i Kane robili czystki w ringu. Rusev był nagradzany chantami "bullshit" w momencie kiedy przyczynił się do eliminacji Daniela, a pod koniec walki kiedy Roman został sam w ringu rozpoczęły się chanty "We Want Rusev". To chyba idealnie świadczy w jakiej sytuacji tego wieczoru znalazł się Roman Reigns.
To co mnie najbardziej zaciekawiło to jak usłyszałem w filmie jednego z Amerykańskich YouTuber'ów zajmujących się Wrestlingiem, że podczas Royal Rumble przez długi czas utrzymywał się trending worldwide - #CancelWWENetwork i czyżby wreszcie nadszedł moment kiedy zmęczeni fani dadzą WWE odczuć konsekwencje swoich decyzji? Podobną sytuację zresztą dostaliśmy rok temu kiedy WWE było zmuszone dołączyć Brayn'a do walki wieczoru Wrestlemanii. Czy w tym roku przypadkiem nie dostaniemy podobnej sytuacji? Na razie wszystko wskazuje na to, że federacja Vince'a niczego się nie nauczyła od zeszłego roku i ten fakt mocno boli. Tak jak wspomniałem. Nie jestem przeciwnikiem Reigns'a jednak nie widzę szans dla jego walki z Lesnar'em gdyż ten zawodnik bez kompletnego przemyślenia z strony WWE został rzucony na zbyt głęboką wodę bez odpowiedniego przygotowania go do tego. Czy oparcie Royal Rumble na Big Show'le i Kane jest lepsze od oparcia go na Ambrosie, Bryanie, Wyatt'owi i Reignsowi? Wiarygodności były powerhouse Shield nie ma do walki z Lesnarem, a ratunkiem za to może się okazać w najbliższym czasie albo nawet na samej Wrestlemanii walizka Money in the Bank oraz Seth Rollins tak samo jak zrobił to podczas dzisiejszego wieczoru. WWE ma w każdej sytuacji wyjście awaryjne i koło ratunkowe jakim jest Seth.. zapewne jednak będą próbować wybrnąć jakoś z tej sytuacji bez potrzeby opierania wszystkiego na Rollinsie, a uratowaniu Romana. Przynajmniej mam taką nadzieję. Pytanie brzmi: jak?
Po Royal Rumble jestem zniechęcony do produktów WWE mimo świetnej walki o pas, po tragicznym Royal Rumble Matchu, które jak na razie prowadzi do marnych sytuacji w przyszłości. Jeśli zajrzę na RAW to z samej czystej ciekawości: co teraz. Jaka jest Wasza opinia? Zachęcam do dzielenia się tutaj jak i zarówno na fanpage'u mojego bloga gdzie możecie dowiadywać się o wszystkich aktualnościach.
World of Enterteinment - Fanpage
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńW pełni się zgodzę z chyba wszystkim co napisałeś. Myślę tylko, że fani nie buczeli na samego Romana co z powodu okropnej przewidywalności Royal Rumble. Big Show i Kane zostając z Reignsem to było śmieszne. Wtedy chyba każdy wiedział, że Roman wygra. Nawet, kiedy wpadł Rock, Reigns wyeliminował obu gigantów, a potem wszedł Rusev... to już wygrana Romka była przypieczętowana. Nawet nie mrugnąłem, kiedy Rusev był wyrzucany. Za to idiotyzmem jest zmarnowanie nr 30 na Zigglera i nie dlatego, że właśnie na niego, a przez to, że on był zapowiedziany oficjalnie do RR Matchu i po wejściu nr 29 było już wiadomo jaki będzie ostatni entrance. To było jednym z wielu gwoździ do trumny Royal Rumble Matchu. Warto też zwrócić uwagę, że Curtis Axel nigdy nie wszedł do Rumble, a Rowan bezsensownie "zabrał jego spot". O co tu do cholery chodzi... każdy mógł tak sobie wejść w takim razie? Sam już nie wiem... wystarczy spojrzeć na stronę WWE na FB i oceny Royal Rumble PPV... wszystko mówi samo za siebie. Podsumowując Royal Rumble Match... był okropny, źle zabookowany, końcówka fatalna. Jedyny plus to występ Wyatta i powrót Dudleya.
OdpowiedzUsuńWWE WHC Match za to spodobał mi się baaardzo. W pierwszych chwilach nawet nie narzekałem na booking Brocka w stylu nieśmiertelnego, wstającego po 3AA i Curb Stompie. Dopiero później dotarło do mnie to co napisałeś... że WWE teraz jest w kropce. Nikt nie jest na tyle wypromowany, aby CZYSTO pokonać Lesnara, a jeżeli wygrana nad nim nie będzie czysta... to jaki sens miało promowanie go przez tak długi czas na największą siłę, jaka kiedykolwiek była w WWE? Przecież nie ma co ukrywać... szanse są około 65% że Brock Lesnar po Wrestlemanii odejdzie i teraz naprawdę jest ostatni dzwonek żeby wykorzystać ten hype, który wokół niego narósł i przekazać go innej, nowej postaci. Czy tą postacią ma być Reigns? Na to wygląda, ale skwitować to można jednym, często chantowanym zeszłej nocy słowem.... BULLSHIT